Blog
Takie sobie notatki
pink panther
pink panther Jeden z miliardów czyli nikt w
91 obserwujących 122 notki 962912 odsłon
pink panther, 26 czerwca 2017 r.

Arno Widmann, Auschwitz, adiutant Hitlera, Trzej Królowie i AIDS z DDR.

3026 40 0 A A A




image

Kilka dni temu wstrząsnęła nami lekko informacja, iż niemiecki felietonista  Arno Widman w artykule pt. „Rechte Geschichtsverdrehung in Auschwitz” we Frankfurter Rundschau w bardzo specyficzny sposób skomentował słowa Premier Beaty Szydło w KL Auschwitz, które odwiedziła w 77 rocznicę pierwszego Transportu Polaków z Tarnowa do KL Auschwitz, od  czego zaczęło się faktyczne funkcjonowanie tego niemieckiego obozu koncentracyjnego.
W swoim przemówieniu Pani Beata Szydło powiedziała m.in.  co następuje: „…Auschwitz to w dzisiejszych niespokojnych czasach wielka lekcja tego, że trzeba czynić wszystko, aby uchronić bezpieczeństwo i  życie swoich obywateli…”.

A pan Arno podrzucił niemieckim czytelnikom „co Beata Szydło miała na myśli” i jakie podstępne były jej zamiary. Oto podobno celem przemówienia Beaty Szydło premiera RP miało być: „…przedstawienie Zagłady Żydów jako czysto niemieckiego dzieła. Polska miała nie mieć z Mordem Narodu nic do czynienia. Nie było też wyjaśnienia polskiej kolaboracji z Niemcami…”.  

Komentarz jaki jest, każdy widzi. Nie każdy natomiast wie, kim jest pan Arno Widmann i jakie są jego zawodowe dokonania i z czym musi się mierzyć niemiecka narracja historyczna w ostatnich czasach. On standardowo nie ma ojca i matki, a więc w świetle tego ataku zachodzi podejrzenie, że może być on  np. synem/kuzynem samego Alfreda Widmanna , słynnego wynalazcy technik masowego mordowania  osób niepełnosprawnych w ramach operacji eutanazji  III Rzeszy niemieckiej pod kryptonimem T4. „Kuzyn Albert” w laboratoriach SS, w lasach i bunkrach Mohylewa i szpitalach podbitej Polski – dokonał tysięcy morderczych eksperymentów, ale po wojnie odsiedział parę lat i żył spokojnie do roku 1986. Ale dowodów na kuzynostwo nie mamy, więc tylko zwracamy uwagę, że w Niemczech można mieć i takich kuzynów.

Wracając  do trudu dziennikarskiego redaktora Arno Widmanna, on  już w tytule felietonu dokonał subtelnej manipulacji. Tytuł  felietonu brzmi: „Prawicowe  przekręcenie w Auschwitz”. Tymczasem premier Szydło nie przemawiała w „Auschwitz” tylko w  „das  Konzentrationslager Auschwitz”. W Polsce nie ma „Auschwitz” tylko „Oświęcim” a pani premier Szydło nie przemawiała w Oświęcimiu tylko w Niemieckim Nazistowskim Obozie Koncentracyjnym Auschwitz. Propagandziści niemieccy pracują jak mrówki. Ale czasem potkną się o własne nogi.

  Pan Arno Widmann w 1979 r.  w wieku lat 33 zakładał z kolegami w Berlinie Zachodnim dziennik Tageszeitung, lewicowy raczej i szykował się na wielką karierę dziennikarską w skali krajowej.  Ale coś się wydarzyło i pod koniec lat 80-tych został „pełniącym obowiązki głównego redaktora niemieckiego Vogue” czyli cegły modowej dla Niemek, które i tak masowo kupowały Burdę i same sobie szyły te swoje podomki.

W tzw. międzyczasie  dał sobie wcisnąć „rewelację naukową” spreparowaną przez KGB i dostarczoną do Berlina Zachodniego z NRD via naukowiec „z Berlina Wschodniego”  i pisarz enerdowski.  Była to sprawa bardzo głośna i odbiła się szerokim echem w świecie, bo zamieszane w nią były rządy USA i ZSRR.  I wszyscy się trochę pośmiali, poza panem Arno Widmannem oczywiście.

Otóż w 1986 r. enerdowski emerytowany uczony, urodzony w 1911 r. w Sankt Petersburgu Rosja w rodzinie żydowskiego kupca z Kowna – dr Jakob Segal , zasadniczo niemiecki specjalista w dziedzinie biologii  a w czasie wojny „bojownik francuskiego Resistance” (prywatnie wraz małżonką od chwili anektowania Litwy w 1940 r. przez ZSRR r. obywatel radzieckie ), po wojnie w NRD prowadzący na Uniwersytecie Humboldta badania naukowe w zakresie biologii  – opublikował do spółki z innym podobnym naukowcem enerdowskim z Uniwersytetu Humboldta – Ronaldem Dehmlow oraz swoją małżonką Lily) opracowanie liczące 47 stron pod tytułem: AIDS—Its Nature and Origin” (AIDS – jego natura i pochodzenie”).  W opracowaniu tym dowodzi, iż wirus AIDS został „wyprodukowany” przez armię USA w ramach eksperymentów genetycznych w Fort Detrick i był testowany na więźniach –gejach.
Zrobił się wokół tego duży szum, ponieważ STASI i KGB postarało się aby ten materiał został rozpowszechniony na Konferencji Państw Niezaangażowanych w Harare Zimbabwe we wrześniu 1986 r. , gdzie na początek zapoznało się z nim 25 delegacji afrykańskich.  A potem to już-  poooszło.

Najbardziej oburzony i wstrząśnięty był Związek Radziecki, który publikował te wieści wielokrotnie w różnych mediach. Ale oczywiście  media innych państw też się bardzo przejęły wynikami badań „francuskich uczonych Segal”.  W roku 1987 około 80 gazet w ponad 30 językach podawało te rewelacje a lewicowa niemiecka gazeta Tageszeitung też chciała mieć coś „z pierwszej ręki”.

 To umożliwił enerdowski pisarz i autorytet moralny Stefan Heym, który urodził się jako Helmut Fliegel (albo Flieg, pewności nie ma) w 1913 r. w Chemnitz, późniejszym Karl-Marx-Stadt w Saksonii zasadniczo jako  antyfaszysta i w 1933 r. wyemigrował po maturze do Czechosłowacji.  A w 1935 r. otrzymał z USA  z młodzieżowej żydowskiej organizacji stypendium i pojechał tam aby studiować i pisać w niemieckojęzycznej gazecie Deutsches Volksecho, zasadniczo bliskiej Komunistycznej Partii USA. W 1943 r. otrzymał amerykańskie obywatelstwo i został włączony w program szkolenia służb do walki psychologicznej z Niemcami w Fort Richie. W 1945 r. znalazł się w okupowanych Niemczech, gdzie przesłuchiwał jeńców  Wehrmachtu na okoliczność nazizmu. Ale władze amerykańskie zaczęły go podejrzewać o „lewicowe skłonności” i cofnęły do kraju czyli do USA. Stefan Heym pracował w USA jako dziennikarz i pisarz aby ostentacyjnie opuścić USA w proteście przeciwko wojnie w Korei. Przyjechał przez Pragę do NRD, gdzie towarzysz Honecker urządził go sympatycznie w jakiejś willi pod Berlinem. Towarzysz Stefan Heym początkowo bardzo chwalił enerdowskie porządki ale z czasem przeszedł drogę rozwoju duchowego w stronę demokracji i zaczął za zachodnioniemieckie marki publikować w Niemczech Zachodnich książki „niezależne”.
No i kiedy wybuchła afera z AIDS w amerykańskich laboratoriach a zachodnioberliński lewicowy dziennikarz Arno Widmann postanowił uzyskać wywiad „z pierwszej ręki” od „profesora Jacoba” – to kontakt uzyskał dzięki pośrednictwu autorytetu moralnego z NRD – literata Heyma.
Redaktor Widmann nie zadał sobie trudu aby zbadać temat w środowisku naukowców zachodnioniemieckich, bo czy te sługusy imperializmu mogły powiedzieć prawdę?  A tymczasem w tym samym Berlinie Zachodnim dr Meinard Koch twierdził , że „ustalenia” dr Jacoba są nonsensem, podobnie jak podobno sporo innych naukowców. Ale pan Arno Widmann chciał mieć wywiad, to go miał.
Tymczasem rozpoczęły się rozmowy pana prezydenta Reagana z towarzyszem Gorbaczowem i ZSRR zastopowało publikację tych rewelacji. Mało tego, prasa sowiecka zaczęła nawoływać, aby „zakończyć anty-afrykańską kampanię zniesławiania”.   Oczywiście amerykańskie ambasady na całym świecie grzały się od pisania sprostowań do lokalnych mediów aż w końcu w 1992 r. towarzysz Jewgienij Primakow szef  tajnych służb sowieckich przyznał, że „za artykułami na temat AIDS prokurowanego w USA” – stało KGB. I okazało się, że cała afera była elementem operacji dezinformacji KGB pod kryptonimem „Operation Infection”.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ciekawski, prowincjonalny wielbiciel starych kryminałów.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Znakomity tekst. Dzięki. PS. Nie tylko dzielna francuska policja miała swoje zasługi. Nie...
  • Mersi boku, również kom tużur:))) Pewne zapachy można zlikwidować szeroko otwierając okna i...
  • Dzięki , już poprawione mam nadzieję, jeśli technika opanowana.

Tagi

Tematy w dziale Polityka